Witajcie ponownie w nowym roku!
Przedstawiam Wam wyniki mojego zmagania z filcem. Od dawna jestem zafascynowana filcową biżuterią, to też postanowiłam sobie sama coś zrobić. Jednak nie było to takie łatwe, jak myślałam. Najpierw wzięłam się za kwiatka, którego maltretowałam w ciasteczkowej foremce, efekt jak widać, tyle że złamałam na nim dwie jedyne igły:( . Zamówiłam sobie 4 porządne z Clovera, jedną oczywiście złamałam, z pozostałych trzech jedna tylko filcowała dobrze, niestety zanim skończyłam ten naszyjnik, przestała filcować, jakby się stępiła - czy tez tak miałyście? i siedziałam godzinami nad jedną kulką... Postanowiłam wszystko potraktować wodą z mydłem i naprzemienną kąpielą we wrzątku i w zimnej wodzie - kuleczki się ładnie skurczyły, ale najładniej wyglądaja te, które były wcześniej porządnie pokłute.
Naszyjnik w kolorach spódniczki:
A to właśnie pierwszy kwiatek: